Blog > Komentarze do wpisu
Bałaganiarstwo wrodzone a posiadanie dziecka
Wstyd się przyznać, ale trzeba bo to będzie część mojej terapii – jestem przykładem niedeformowanej bałaganiary domowej. Bałagan to moje drugie imię a trzecie lenistwo do sprzątania. Ponieważ jednak planujemy zamieszkać w nowym naszym własnym domu w najbliższym roku to ja muszę się zmienić, muszę się ogarnąć i walczyć z moim największym wrogiem – przyzwyczajeniem.
 
Sprzątanie nie było nigdy moim największym hobby, bałagan pojawiał się dookoła mnie jakby zupełnie niespodziewanie, czasem tylko granat wrzucić do pokoju bo i tak po jego wybuchu nie byłoby większej różnicy w porównaniu do tego co przed nim. Rzeczy ni były odkładane na miejsce dnia pierwszego, drugiego, trzeciego ani przez najbliższy tydzień, czasem i dłużej bo nie robiło mi to większej różnicy. Największym moim wrogiem jest jednak czynność której nienawidziłam do szpiku kości… zmywanie! Kiedy mieszkałam z Mamą to ja i moje zmywanie a właściwie jego brak powodowały furię mojej mamy, garnki latały po domu w różnych kierunkach, zdaje się, że dziura w podłodze od jednego jest w ciąż w kuchni. Kiedy się wyprowadziłam do „siebie” zmywanie nie zmieniło swojego oblicza, chyba nawet się pogorszyło… w tym czasie zmywali u mnie: moja Bratowa, moja Mama, moja przyjaciółka Karolina, mój Brat Tomek… zmywali czasem ludzie którzy przyjeżdżali z innych krajów, zmywali po sobie ale to i tak więcej niż ja. Pełny zlew prześladował moje sny, nie pachniał za ładnie, nie było w tym nic przyjemnego. Potem poznałam mojego męża który w domu wychował się ze zmywarką (niech wynalazce tego wynalazku ktoś pobłogosławi) mąż przez pierwsze miesiące naszej znajomości zmywał… potem mąż wyleciał do Stanów pozostawiając mnie samą ze sprzątaniem mieszkania, wyprowadzką i zmywaniem.

To był czas kiedy:
a)    byłam super smutna bo mój narzeczony wyleciał a ja nie miałam jeszcze nawet wizy
b)    byłam w pierwszym i drugim miesiącu ciąży więc czułam się jakby wyjęta z odpływu mojego zlewu kłębek namokłych włosów i odpadków jedzenia.
c)    Byłam ekstremalnie zdenerwowana bez przerwy bo musiałam załatwić jakieś tysiąc spraw przed wyjazdem a nic nie szło po mojej myśli gdyż czynność którą chciałam wykonywać był sen i tylko sen.
d)    Byłam przerażona ogromem mojego bałaganu w domu i faktem, że w ciągu miesiąca muszę się wyprowadzić i wprowadzić s powrotem do pokoju z bratem u mamy 36 metrach kwadratowych bo inaczej nie mogłabym uzbierać pieniędzy na bilet aby do niego jechać, moje finanse były w rozsypce do tego stopnia, że jadąc do stanów nie miałam ani grosza wolnych pieniędzy.
e)    Bałam się przeokropnie, że będąc w ciąży z miłością mojego życia mogę nie dostać wizy od ambasady amerykańskiej i nic mi już nie pomoże.
f)    Musiałam pozamykać sprawy w pracy oraz przekazać większość nowej osobie – byłam potworem prawdopodobnie w pracy, na szczęście pracowałam z najbardziej wyrozumiałą ekipą na świecie oraz z najlepszym szefem pod słońcem który nie tylko wtedy mnie wspierał w mojej miłości i decyzjach. Kiedy mój małżonek przyszły był w Polsce pozwolił mi zmienić godziny pracy i przychodziłam do domu godzinę wcześniej wychodząc kiedy mój mąż jeszcze spał z samego rana więc nie traciliśmy nic z naszego dnia razem.

Jak się domyślacie ta lista jest znacznie dłuższa, to były tylko moje najbardziej priorytetowe  sprawy które sprawiały, że mój stan depresyjny był głębszy i głębszy a bałagan w domu zamiast się kurczyć na skutek wyprowadzki stawał się bardziej atakujący. Z pomocą przyszła moja Mama i moja Bratowa wówczas w ciąży tak samo jak ja, bez tych dwóch pań nie wiem czy byłaby w stanie wyprowadzić się z domu, przenieść do Mamy, żyć, jeść, funkcjonować. Ich wsparcie fizyczne  - przepychanie rur, mycie kuchni ZMYWANIE! Było jest i będzie nieocenione i nie wiem czy kiedykolwiek będę się im w stanie odwdzięczyć. Za wsparcie psychiczne dziękuję Sylwii, Karolinie i Natalii które wszystkie złe, że wyjeżdżam, wszystkim przykro i źle i wiem, że wszystkie tęsknią ale wszystkie wpierały mnie w mojej decyzji o miłości która spadła tak niespodziewanie na mnie w tym okresie.

Jak przyjechałam tutaj to z początku jakoś to szło, potem zaczęłam znów otaczać się rzeczami które nie na swoim miejscu wegetowały – och jakby było cudownie gdyby talerze miały nogi i same szły do zlewu jak się z nich skończy jeść… nie mają więc leżą i czekają na zbawienie. Mąż na początku zmywał trochę, potem raz w tygodniu potem już mu się odechciało i wcale się nie dziwie bo mnie by się nie chciało nawet raz. Nasza góra zmywania rosła, ale na szczęście dla mnie była zamknięta w pokoju, w specjalnym pokoju tylko dla zlewu, wąskiej klaustrofobicznej przestrzeni do zmywania ale uwaga – zamykanej za drzwiami… bez przymusu odwiedzania. Gdy zamykaliśmy drzwi do tego tunelu przygnębienia, obślizgłych talerzy i małych zielonych zwierzątek gdzieniegdzie, problem jakby przestawał istnieć.

...

Kiedy zaszłam w ciąże od razu postanowiłam, że nie będę palić papierosów, że nie będę pić alkoholu. Zanim w ciąże zaszłam, lubiłam sobie wypić drinka pod wieczór w wódki wiśniowej i lodu lub wódki wiśniowej i coli. Papierosy szczególnie paliłam w czasie kiedy dopadał mnie stres – czyli non stop można powiedzieć w okresie przed ciążą. Gdy dowiedziałam się, że jestem w niej odłożyłam wszystko na bok na 9 długich miesięcy. Mogłam się przemóc przy odrobinie pomocy i motywacji. Pamiętam też kiedyś obgryzałam paznokcie, jednego dnia postanowiłam, że od dziś nie będę obgryzać i przestałam, od tak po prostu. Te doświadczenia pokazały mi, że jak chce to potrafię bez większego wysiłku bez łez i narzekania.

Dlaczego nie spróbować z moim największym wrogiem – bałaganem? Zapytałam sama siebie i doszłam do wniosku, że jako Mama muszę przestać być dzieckiem i mieć nadzieje, że ktoś coś zrobi za mnie. Muszę być odpowiedzialna za moje otoczenie a te ja właściwie lubię kiedy jest zorganizowane, życie jest łatwiejsze i przyjemniejsze jak jest w nim porządek. Nie jest jednak łatwo, zaczęłam więc od małych przypominaczy, żółtych karteczek przypiętych do miejsc newralgicznych takich jak szafki w kuchni, zmywakowej przestrzeni do której zrobiłam powód aby przychodzić co chwila i zrobiłam tam miejsce na przewijak małego ponieważ wyrósł on już ze swojego antycznego przewijaka dla krasnali. Karteczki mówią do mnie po polsku i angielsku:

„Pozmywaj mnie proszę” – podpisano: naczynie
„ jeśli jestem suchy wolałbym być w szafce” – talerz
„jeśli uważasz, że jest nas za dużo na jeden raz, weź choćby kilka sztućców ze sobą” – sucha góra naczyń
„paszoł won z tymi rzeczami” – blat kuchenny
„Pozmywaj po sobie to zajmie Ci 5 sekund”

I muszę wam powiedzieć, że działa! Na blacie w kuchni nic nie zalega, zlew oraz suszarka jest pusta, ja zmywam od razu po gotowaniu i jedzeniu bo to naprawdę trwa tylko chwile bo nic do talerzy nie przysycha.
Poza karteczkami mam listę rzeczy do zrobienia i ponieważ mam pewne ograniczenie czasowe jak się domyślacie z fabryką brudnych pieluch na czele, wykonuję czynności po kolei z listy i dom od dwóch tygodni już można powiedzieć, że jest czysty, posprzątany, można zobaczyć kąty pokojów bo nie zalega w nich pranie, można zobaczyć dywany bo nie są zasłonięte rzeczami wszelakimi, do szafy wchodzi się na chwile wybrać poskładane ubrania w szafkach i teraz ogaranianie mieszkania zajmuje mi chwilę. Mam kilka zasad dla całego domu bo zmywanie tylko ma karteczki:

1.    w wolnej chwili jeśli nie chce zrobić czegoś pożytecznego  - zrób coś z listy
2.    jeśli wychodzić do innego pomieszczenia zabierz ze sobą przynajmniej jedną rzecz która nie należy do pokoju z którego wychodzisz.
3.    nikt nie zrobi tego za ciebie, więc nie zostawiaj niczego na później

dzięki temu czuję się lepszym, bardziej poukładanym człowiekiem, lubię spędzać czas w mojej przestrzeni, bo mój artyzm nie musi się wyrażać w artystycznym bałaganie. Mam więcej czasu dla Ethana i więcej czasu dla siebie i swoich pasji. Tak na przykład wczoraj mogłam spokojnie usiąść porozmawiać z moją Matką Chrzestną na skype oraz narysować portret Ethana węglem:


Ethan śpiący, rysunek węglem ze zdjęcia, format oryginału A-4

Oczywiście porządek i ład lubią wszyscy więc mój mąż, po pracy jest bardziej zadowolony kiedy może od razu zjeść i nie musi tracić czasu na umycie każdego naczynia którego chce użyć, ma dzięki temu więcej czasu dla siebie i dla mnie a o to właśnie chodzi prawda?
Dzięki za wysłuchanie mojej historii, musiałam to napisać, choć może się wydaje to zbyt osobiste, ale taki etap przeszłam w swoim życiu i jedną z motywacji jest do tego Ethan, więc warto aby młody miał w to u siebie jako pamiątkę tych wielkich zmian w naszym życiu.

czwartek, 27 sierpnia 2009, anamis

Polecane wpisy

  • nowinki z krainy szczebelkowców

    Wiele się dzieje w naszym życiu, na tyle wiele, że ciężko jest znaleźć czas na napisanie kilku słów. Ethan rośnie jak na drożdżach więc jesteśmy na etapie testo

  • krótko i na temat ;)

    Co się dzieje zapytacie i już odpowiedź otrzymacie ;) Kocia tajeminca wyjazwiona po tygdoniu, czyli teściowie wiedzą. Nie byli źli i nawet przwiedywali, że taka

  • Lucy(ferka)

    Mimo, że jeszcze mieszkamy w piwnicy rodziców, że miejsca niewiele i niewiele niezależności to zdecydowaliśmy się powiększyć naszą rodzinę. Powiększyliśmy zatem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: panilka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/27 23:46:59
no cóż! Tak trzymaj!!!!
-
Gość: dutti, *.axelspringer.pl
2009/08/28 15:00:18
Moze tez tak zrobię? Hm... Może u mnie nie ma jakoś strasznie poważnego dramatu w domu, ale głupio mi, że Marcin większość rzeczy sprząta:/ ja to jak mnie najdzie faza...mam troche wyrzuty sumienia...Jeśli ten patent z karteczkami działa...
-
kruszyzna
2009/08/28 15:21:49
Śliczny portret! Widać talent! W sprawie bałaganiarstwa nie odtrąbiaj jeszcze zwycięstwa. Wiem coś o tym :))
-
anamis
2009/08/28 15:49:38
karteczki działają, ale spokojnie do zwycięztwa jeszcze mi daleko, na razie jestem na etapie przekonywania siebie i rośnięcia w siłę aby dać radę i wytrwać i może się w końcu nauczuć ;)
-
Gość: mama_agatka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/06 14:46:17
Witam ciepło :) Nie wiem jak mam Pani dziękować za te słowa. Wierzę, że może nie było łatwo pisać o tym bo ja mam ten sam problem i już sobie nie radzę. Pani rady niesamowicie mi pomogły!!! Z serca dziękuję :)
-
Gość: miauuu, *.dynamic.chello.pl
2011/03/26 18:03:58
znalazłam ten tekst, bo mój zlew pełen jest wszystkiego co tylko możliwe. Blat jest pełen brudnych kubków i talerzy. Na stoliku stoi kubek po herbacie, niesprzątnięty pojemnik po jogurcie, leżą okruszki. Obok poduszka i bluzka!! Kanapa usłana jest ubraniami. o! znalazła się nawet moja torebka! Na środku pokoju stoi suszarka z dawno wyschniętym praniem. Podłoga jednak bije to wszystko na głowę. Butelka po napoju, puszka farby, książki, ubrania przeróżnego typu. Półki i komoda nie lepsze.. Do łazienki i sypialni nie mam ochoty zaglądać, bo opis bałaganu nie zmieści się w tym komentarzu. I tak mi się koszmarnie sprzątać nie chce!!! a w sumie to naprawdę lubię porządek... koszmar jakiś!!
-
Gość: tvn, *.tvn.pl
2012/05/07 16:06:01
witam!
przygotowuję program TV do którego chcemy zaprosić matki z córkami, które są bałaganiarami.
Jeśli Twoja córka ma problem z bałaganem, nie może zrozumieć, że należy po sobie sprzątać, jej pokój przypomina stajnię augiasza, można przewrócić się na pozostawionych na podłodze ubraniach, kubkach, talerzach, nie wiesz, jak nauczyć ją porządków - NAPISZ MAILA Z IMIENIEM I NUMEREM TELEFONU - ODDZOWNIMY I WYJAŚNIMY SZCZEGÓŁY !!!
Znamy rozwiązanie! NAPISZ KONIECZNIE !
mail: laura.tvn@wp.pl
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Lilypie