poniedziałek, 19 lipca 2010
Mamo. Tato jestem rybą!
Czwarty lipca to dzień szczególny dla Ameryki -  jest to dzień podpisania deklaracji niepodległości w 1776 roku. Podobnie jak w Polsce obchodzi się ten dzień w gronie rodzinnym w czasie długiego weekendu. W tym roku wybraliśmy się wszyscy do domu nad jeziorem. Byliśmy razem z Babcią, Dziadkiem, trzema ciociami, dwoma wujkami oraz moimi rodzicami. Dom był całkiem spory, ja z rodzicami dostaliśmy duży pokój z łazienką na poddaszu który mieliśmy tylko dla siebie.



przez te duże okna po prawej stronie tuż nad białym parasolem mogliśmy oglądać jezioro zaraz po wstaniu z łóżka ;)



mieliśmy prywatną plaże oraz kajaki, łódki, rowery wodne oraz miejsce na łowienie rybek które podpływały bardzo blisko i mama nawet próbowała złapać je w rakietę do wodnego tenisa ;)

Niedługo po przyjeździe postanowiłem, że nauczę sie pływać i będe mógł korzystać w jeziora na całego, po przebraniu się w specjalne kostiumy wskoczyliśmy do wody - moja Mama umie pływać bardzo dobrze więc to w jej rękach zrobiłem pierwsze wodne kroki :)



cała sprawa nie była zupełnie prosta, bo woda w jeziorze to nie to samo co woda w wannie, najważniejsza różnica to jej ilość w około, zupełnie niespodziewanie zamiast nura pod wodę z początku wolałem się przytulić do mamusi w ramach oswojenia się, niedługo potem jednak przełamałem strach i muszę wam powiedzieć, że całkiem jestem z siebie dumy



W mamy ramionach wszystko wydawało się zupełnie naturalne i całkiem zabawne po czasie



potem nauka machania nogami w przód i w tył i do góry i do dołu i można pływać (oczywiście najbardziej podobało mi się, że można połykać wodę z jeziora i jak tylko spróbowałem to nie mogłem przestać)



ostatecznie opanowałem wszystkie techniki do perfekcji i teraz przygotowuję się na olimpiadę!
Po pływaniu przeszliśmy nieco na brzeg ale wciąż w wodzie bawiliśmy się...



... czymś takim dziwnym co się piach nazywa, całkiem niezłe to coś, można z niego zbudować dom i bawić się foremkami, w czasie zabawy okazało się, że nie jesteśmy sami w jeziorze i z wizytą przypłynęły do nas...



... panie kaczuchy :)

po tym wszystkim musiałem się wysuszyć



moje usta zrobiły się trochę sine więc mama zawinęła mnie w ręcznik pod kolor oczu i tak siedzieliśmy przez chwilę w cieniu, potem poszedłem do pokoju pobawić się moimi zabawkami...


...przeczytać książkę i iść spać...

a wieczorem kiedy już smacznie spałem, nad jeziorem rozległ się huk i w niebo wystrzeliły kolorowe fajerwerki, bo fajerwerki to nieodłączny element celebrowania 4 lipca w stanach... mama zrobiła kilka zdjęć żebym mógł zobaczyć rano - piękne prawda?










piątek, 16 lipca 2010
jeden rok za nami ;)
Któregoś dnia spacerowałem po plaży z mamą, spotkaliśmy tam grupę chłopców za którymi podążali rodzice. Chłopcy zapatrzyli się na mnie biegającego po piasku jak oszalały, przystanęli koło mojej mamy i jeden z nich zapytał ile mam lat. Mama odpowiedziała, że mam 10 miesięcy. Chłopiec zastanowił się przez chwilę na mamy odpowiedziałm, chyba musiał przeanalizować całą sytuację, następnie odwrócił się do swoich kolegów i powiedział - patrzcie on ma zero lat! Ten fakt zadziwił go tak bardzo, że aż spytał znów mojej mamy czy to możliwe żebym miał zero lat po czym pobiegł do swojej mamy opowiedzieć o te nowinie. Ciekawa sytuacja prawda?

Teraz jednak wszystko się zmienia, ponieważ od jakiegoś już czasu nie jestem zero a jedno roczny chłopiec!
Moje urodziny obchodziłem w gronie najbliższej rodziny która mogła się zjawić - nie z wyboru, gdyby wybór był mój poleciałbym do Polski i spędził to święto z moim bratem i siostrą oraz z rodziną tutaj, no ale wyboru nie miałem więc cieszyłem się z tego co mam - no i oczywiście z tortu! Mama zrobiła tort truskawkowy z truskawkami i truskawkowym ciastem nawet! truskawkowe szaleństwo mówię wam!


tutaj złapałem za świeczkę zaraz po zdmuchnięciu ;)


pierwszy kęs, jeszcze nie wiem czy mi smakuje ;)


oj smakuje!


hmm, już się nie mogę doczekać następnych urodzin!

Ja widzicie dostałem swój kawałek i super prezenty (ludzie lubią tutaj dawać prezenty mówię wam) i tak dostałem wagon do ciągnięcia z klockami oraz wielkie klocki do składania tak, że jedne wchodzi w drugi i jak chce przetransportować je to mogę za pomocną największego z serii ;) potem miałam miłą niespodziankę i kiedy pojechaliśmy nad jezioro spotkać się z moimi ciotkami one również dały mi prezenty miłe więc będę miał się czym bawić przez najbliższy rok ;)

Jak na jedno roczniaka to jestem całkiem ponad normę, ubranka noszę jak 18 miesięcznik czasem nawet jak dwulatek. Chodzę a właściwie biegam bez problemu, wspinam się na meble wszelkiego rodzaju - najbardziej lubię balansować stojąc na bijanych krzesłach jak na desce surfingowej lub deskorolce. Jem właściwie już sam wszytsko co dostaję od warzywek i owocków po kurczaka i chleb. Z zabawek najbardziej lubię mamy telefon oraz pilot do telewizora. Moimi najlepszymi towarzyszami zabawy są psy i koty za którymi biegam z one uciekają co sprawa mi strasznie dużo radości! Lubię oglądać reksia oraz super readers (taka bajka o dzieciach które mają super moc czytania). Lubię pływać, skakać, tańczyć w miejscu oraz biegać za piłką oraz podrzucać i rzucać różne rzeczy przed siebie i pod nogi pieskom.

Jeśli chodzi o moje językowe zdoloności to wciąż próbuję przekonać moich rodziców, że moje uniwersalne połączenie języków jest najlepsze i powinni się go nauczyć. Kilka przykładów to:

tia - tak
tiam - więcej
piciu - chcę pić
up - weź mnie na ręce
uhm uhm - zmień mi pieluszkę
tata - tata
baba - babcia oraz grandma

mam jeszcze kilka słów ale myślę, ze mama ma problemy z zapisem, czasem rownież wypulwam z siebie zestaw słów które tworzą pełne zdania takie jak

abababububbebe
apitu pitu
atat ataia tiataia

itd ;) różne konfigurację i animacje - wkrótce szykujcie się do pierwszych poważnych konwersacji ;)

piątek, 02 lipca 2010
pierwsze włosów obcięcie
Muszę wam się przyznać, że czekałem na ten dzień cały rok, no nie zupełnie cały ale przynajmniej tę część kiedy moje włosy wpadały mi do oczu. I wczoraj w kilka dni po moich pierwszych urodzinach obcieli mi włosy.

O tym wydarzeniu mówiono w domu już od pewnego czasu, dziadek mój ma specjalnego fryzjera który odwiedza go raz w miesiącu w celu strzyżenia i mnie dziadek umówił na wizytę. Nie mogę powiedzieć, że myśl o prawdziwym fryzjerze nieco mnie przeraziła wiec w dniu wydarzenia trzymałem się kurczowo Maminej spódnicy...



znalazłem jednak odwagę w sobie i kiedy fryzjer przyszedł usiałem grzecznie na moim krzesełku i poddałem się procedurom, choć nie wyglądały one zbyt zachęcająco jeśli patrzeć, na narzędzia jakie fryzjer wyłożył w porządku u babci w kuchni - zresztą zobaczcie sami:


potem okazało się, że narzędzia były wystawione tylko żeby wystraszyć mamę bo ona strasznie martwiła się o moje uszy nie wiadomo dlaczego. Wszytsko zaczęło się dość niewinnie, założyli mi taką wielką ceratę wokół szyi i wyglądałem raczej zabawnie - w końcu strzyżenia o ceracie można było zapomnieć.


W celu zabawienia mnie o odwrócenia uwagi babcia przyklękła koło moich nóg i naiętnie robiła balony z gumy balonowej i pozwalała mi je rozwalać palcami... super zabawa i w ten oto sposób pierwsze włosy odpadły i zostały zebrane przez mamę i schowane w torebkę - mam nadzieje, że nie zrobi z nich laleczki woo doo ;)


cały proces trwał dłuższą chwilę, wylądowałem w końcu na rękach u Mamy, Dziadka i Babci aby dokończyć szczególnie z tyłu. Generalnie podoba mi się moja nowa fryzura oraz cąły ten proces, być może jak mi włosy moje odrosną to zrobię to jeszcze raz ;)



a teraz idę szczotkować moje pióra...a ty?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Lilypie