wtorek, 31 marca 2009
wyrodna matka - hormony czy rzeczywistość?
Radosny czas oczekiwania czy może mordęga w bólach i myślach spełnianie oczekiwań? Czym jest ciąża a czym być powinna.

Jestem w ciąży, nie jest to żadna nowość bo piszę ten blog od jakiegoś czasu i od momentu mojego pierwszego sprzeciwu w formie cyrografu inkubatora niewiele się zmieniło w moim postrzeganiu świata ciążowych matek.

Miałam niewielką nadzieje, że coś się zmieni, że poczuję jakieś wielkie przywiązanie, że będę gadała do brzucha jak najęta, że nie zrobię nic przeciw dziecku rezygnując ze swojej osobowości i przyzwyczajeń – tak się jednak nie stało.

Co czuje? Czuję, że muszę się bać, że jest to społeczny wyraz tego jak się w ciąży czuć powinnam. Bać ale czego zapytacie – sprawa bardzo prosta, najpierw pierwsze trzy miesiące wszystkie żyjemy w strachu, że poronimy. Nie prawda? Może miałyście szczęście, ja nie miałam tak wiele, człowiek dowiaduje się, że jest w ciąży i pierwsze co czyta to że najwięcej poronień przypada na pierwsze trzy miesiące ciąży – wówczas zaczyna się wyliczanie tego co zrobiłysmy źle w czasie kiedy o ciąży jeszcze nie wiedziałyśmy, czy piłyśmy alkohol? Jeśli tak to jak dużo? Czy paliłyśmy papierosy lub nie daj boże robiłyśmy inne zupełnie nieludzkie dla płodu żeczy… narasta atmosfera strachu i poczucia, że na pewno jesteśmy złymi ludźmi bo nie potraktowałyśmy poważnie czegoś o czym nie wiedziałyśmy… Potem przychodzi chwila refleksji i nagle z dnia na dzień tysiące kobiet rzuca palenie papierosów oraz picie alkoholu  - jest dużo łatwiej, poznałam to na własnej skórze bo motywacja jest bezwarunkowa i wymaga poświeceń, ponad to nikt przecież mnie namawiać nie będzie bo jestem w ciąży. Kobieta czuję, że testy jej nie zawiodły, w dniu zrobieniu testu nagle wszystkie dolegliwości wzmagają się na sile bo przecież już wiemy, że wymioty wczoraj dotyczyły tej ciąży więc jutrzejsze będą już typowo ciążowe i będziemy mogły oficjalnie o tym powiedzieć. Udajemy się więc do lekarza, aby dowiedzieć się wszystkiego o naszej „kruszynce” bo już zaczynamy nazywać nasze dziecko kruszynką, dzieckiem, dzieciątkiem itd. Lekarz brutalnie nas sprowadza na ziemie i mówi o „zarodku”, „pęcherzyku płodowym” i „płodzie” w żadnym z jego określeń nie widzimy naszego „dziecka” więc wzmagamy na sile w naszej złości, nazywamy lekarza nieczułym na nasze uczucia i nie chcemy go więcej widzieć, bo jak on ma prawo tak nazywać bezosobowo, plus lekarz  jeszcze zazwyczaj na początku ciąży pisze na karcie – wczesne wykrycie ciąży… nam mówi, żeby się nie ekscytować bo to nic pewnego, że jak poczekamy zobaczymy i będziemy wówczas mówić o ciąży…

Tak mijają pierwsze trzy miesiące kiedy chodzimy jak na szpilkach wokół siebie, nasze dolegliwości się wzmagają, nie mówimy najbliższym o ciąży bo można zapeszyć i ogólnie modlimy się o każdy krok aby nie zrobić krzywdy naszej pociesze.

Potem przychodzi czas drugiego trymestru, kiedy to teoretycznie powinnyśmy wyluzować, najgorsze za nami, dziecko jest w brzuchu i rośnie, zazwyczaj rośnie w porządku i nie ma co się martwić, my jemy jak należy bo przecież zdrowie tego następnego pokolenia jest wazniejsze od nas po sto kroć – choć w rzeczywistości w idealnym świecie życie matki jest więcej warte bo matka może rodzić ponownie a dziecko nie za bardzo… no ale nie będę tutaj rozsiewać plemiennych interpretacji kręgu życia bo będę uznana za nawiedzoną…
Dziecko rośnie, dostaje od nas witaminy mimo, że czujemy się po nich chore i wciąż wymiotujemy (tak przynajmniej jest ze mną) gimnastykujemy się choć nigdy wcześniej do głowy bym nam nie przyszło aby skakać na piłce 30 minut dziennie. Zaczytujemy się w prasie i artykułach internetowych, wymieniamy informacje na forum aby podnieść się na duchu i stać się częścią kobiecego kręgu ciężarnych i uprzywilejowanych kobiet żyjących w strachu…

Przychodzi czas zaczynamy czuć ruchy dziecka, wówczas w naszych głowach przestawia się jeszcze bardziej, bo to co wcześniej było jedynie widoczne jako wybrzuszenie w naszym ciele nagle zaczęło realnie żyć i się poruszać, to cos słyszy i czuje a nawet widzi… więc większość matek nagle zaczyna monologi z brzuchem, głaskanie okazywanie czułości – mnie jest ciężko okazywać czułość mojemu brzuchowi bo naturalnie jest to część ciała mojego która jest najmniej lubiana – i tak nagle z osoby która nie kocha siebie wcale mam pokochać wyimaginowane dziecko w brzuchu.. no nie wyimaginowane bo ono tam jest ale fakt, że tam jest to ja mam potwierdzony w czasie USG a te nie są za często… więc ja się nie wzruszam głaskając mój brzuch, i nie mówię do niego za wiele, słuchamy razem muzyki ale sama tez bym jej słuchała, myślę o nim oczywiście ale raczej mam wrażenie, że myślę o nim jako o kimś doroślejszym niż małym nieporadnym dziecku które będzie ode mnie zupełnie zależne… czy czuję się gorsza w społeczeństwie idealnych matek – oczywiście, że tak.

Nie chodzę na zakupy, nie podniecam się dziecięcymi ubrankami, szczerze mówiąc ich rozmiar mnie zasadniczo przeraża bo jest taki mały i ja nie jestem pewna, czy sobie poradzę z takim małym ubieraniem, mam w głowie obraz, że urywam mu rękę jak próbuję przecisnąć ją przez te małe dziurki na rączki… to samo jest z nóżkami i główką więc nie jestem pewna czy chce aby moje dziecko nosiło standardowe ubrania dziecięce…

Oczywiście jestem wyrodna bardzo, bo nie zwracam na niego zupełnie uwagi kiedy przychodzi do miłości mojego męża, on jest dla mnie teraz najważniejszy i nie jestem w stanie dzielić tej miłości na dwoje. Kiedy się kochamy nie myślę czy uszkodzę dziecko i choć oczywiści stosujemy pozycje które są wskazane to nie ze względu na dziecko a raczej na wielki brzuch przede mną który mi zwyczajnie przeszkadza w realizowaniu moich fantazji… nie uciekam przed tym, nie skazuje męża na banicje, nie wyrzucam go z łóżka i choć śpię w dziesięcioma poduszkami to nie jest on na ostatnim miejscu a raczej na pierwszym w moim życiu i nie jestem pewna, czy chciałabym to zmieniać kiedykolwiek…

Teraz doszedł nowy strach w moim życiu ciążowym bo jestem w trzecim trymestrze, więc boję się, że mały zechce wyskoczyć przed czasem a my tacy nie gotowi, ani łóżeczka ani ubranek ani pieluch ani szkoły rodzenia – nic! Jesteśmy totalnie nieprzygotowani i szczerze mówiąc odwlekamy to i odwlekamy wcale się nie zdziwię jak zrobimy wszystkie zakupy w ostatniej chwili nie zwracając uwagi na kolory, marki i udogodnienia..

Może nazwiecie mnie wyrodną matką, może uznacie, że nie zasługujemy na dziecko, może że jesteśmy nieodpowiedzialni… cóż może i wszystko po trochu jest prawdą… a może wynika to z faktu, że zamiast cieszyć się ciążą ja żyję w ciągłym strachu o jutro, trzęsę portkami przed każdą wizytą u lekarza mimo, że całość tej dziecięco (dziewięciu) miesięcznej operacji przebiega wzorowo, bo boję się że znów będą komentować moją wagę bo nie przybyłam za wiele mimo, że waga i rozmiary dziecka są w porządku…

Ostatnio jak byłam u lekarza to usłyszałam, że jak nie będę brać witamin to moje dziecko nie będzie szczęśliwe, że jak będę piła napoje z kofeiną to wprowadzę dziecko w stres w czasie porodu i że nie mogę być samolubna bo jak lekarz powie, że cesarka nawet bez przyczyny i jak powie, że to dla zdrowia dziecka i że on wie lepiej to ja nie mogę powiedzieć NIE bo potem w oczy bym sobie  nie spojrzała…

W tym całym zawirowaniu, ja naprawdę wierzę, że można żyć normalnie, że można nie rezygnować siebie i czasem być samolubnym, że nic to nie zmieni… mam tylko nadzieje, że jak już mały wyskoczy to spłynie na mnie to co tak wszystkie matki opisują jako fale miłości bo jak na razie kocham małego bo myślę, że go kocham ale czy kocham go realnie czy tylko dlatego, że powinnam? Nie wiem i wcale nie jest mi łatwo się z tym mierzyć każdego dnia bo ciężko jest kochać kogoś kogo się zupełnie nie poznało, mimo, że siedzi on w Twoim brzuchu, trudno jest pokochać przed czasem i tworzyć więzi, bo aby kochać kogoś w środku to trzeba najpierw kochać siebie a ja tego chyba mam za mało z tego wniosek…

piątek, 27 marca 2009
zblanszowane kawałki muzyczne!
Post ten powstał w odpowiedzi na komentarz Vereenki

Jeśli chodzi o muzyczkę jakiej słuchamy to jest przeróżna, bo przecież nie należy się ograniczać ;) Nie uznajemy żadnej muzyki dla niemowlaków, jedyne co poważnie traktujemy to muzykę poważną i z niej słuchamy Pana Mozarta. Poza tym stawiamy na muzykę która ma bardzo silny rytm i bit więc słuchamy:

Muzyki mojego wujka który ostatnio wydał płytę i Mama jest z niego bardzo dumna. Ponad to wujek mój śpiewa po polsku więc dodatkowo uczę się polskiego języka bo to dla Mamy też ważne, strona wujka która zawiera płytę którą można ściągnąć sobie i warto!

Temzki i Mardi Grass: http://www.myspace.com/temzkitema

słuchamy poza tym wielu polskich hip hopowych artystów ponieważ jest to miłe dla ucha i z przekazem a Mama lubi sobie trochę do tej muzyki potańczyć ;)
Poza tym Tata puszcza nam kawałki amerytkańskie mocno lokalne ale również ogólnohkrajowe choć niekoniecznie komercyjne takie jak:

Haystak: www.myspace.com/haystak

Ponadto słuchamy całkiem normalnych wykonawców którzy pokazują się w tutajszym radiu i którzy wpadają w ucho mimowlonie i choć nie jest to może Britney to już na pewno tacy wykonawcy którzy trochę rockują, jak:

Pink: http://www.myspace.com/pinkspage
Kings of Leon: http://www.myspace.com/kingsofleon

Oraz klasyka wypoczynku:

Bob Marley: http://www.myspace.com/bobmarley
Jimy Hendrix: http://www.myspace.com/jimispeaks

Nie brakuje w naszym zestawieniu polskich i nie tylko artystów których lubimy z różnych powodów I nie będziemy tego wyjaśniać… generalnie staramy się nie zamakać w żadnym ze styli I otworzyć moje uszy na wszytskie rzeczy które mogę spotkać w świecie a czego słuchać będę w przyszłości to już sam wybiorę w odpowiednim dla siebie czasie.

Czesław: http://www.myspace.com/czeslawspiewa
Jan Delay: http://www.myspace.com/jandelay
Nosowska: www.myspace.com/unisexblues  
Hey: www.myspace.com/heyechosystem  
Sweet Noise: http://www.myspace.com/myriotband

Staram się też zawsze aktualizować moją zakładkę MUZYKA ZBLANSZOWANEGO więc tam zapraszam bo tam będę zamieszczać muzykę którą lubię i polubiłem ostatnio ;)
Pozdrawiam z brzucha weekendowo!
czwartek, 26 marca 2009
28 tydzień i mruga(m)...
No i stało się, zacząłem dziś trzeci trymestr, brzmi to co najmniej jak zdanie jakiegoś testu na bycie większym… testu nie było ja natomiast mogę do was mrugnąć jednym okiem… całkiem porządna umiejętność zważając na fakt, że nie ma co ukrywać jestem szalenie przystojny więc mruganie to część moich podstawowych umiejętności.

Jestem wielkości kapusty, ważę coś ponad kilogram więc w sumie jest nieźle…
Zauważyłem że moja własna rodzona (no jeszcze nie rodzona ale będzie) Mama mnie perfidnie i z premedytacją wykorzystuje  jak? W bardzo prosty sposób, jak ma ochotę na lody z czekoladą i truskawkami w całości (więc jeszcze muszą być mrożone) to zwala to na mnie, jak ma zły humor i nic jej się nie chce to kto jest winien – JA (podobno) ostatnio zdaje się że jestem winien całego zła na świecie począwszy od skurczy nóg a na apetycie skończywszy… oczywiście Mama nie mówi  „Ethan to Ethan tamto” raczej mówi, że
- wiesz kochanie, w tym stanie
- to wszystko wina tych *** hormonów
- to nie moja wina, ja po prostu nie mogę chodzić przez tą ciążę

I choć ja tej ciąży nie znam osobiście to myślę, że to jakaś żeńska odmiana mnie, a że Mama jest kobietą to dlatego używa tej odmiany… dziwne, ja wiem że dziwne ale z drugiej strony cieszę się,  że nie zwala wszystkiego na mnie tak osobowo ;)

W przyszłą (nie tą ale następną) sobotę będę miał robione zdjęcia mnie, takie jak kiedyś, teraz ogólnie jakoś częściej będziemy widywać lekarza ogólnie, bo co 3, 2, 1 tydzień… masakra jak dla mnie bo ja tam to wcale nie lubię jeździć… sprawdzają tą moją Mamę bez przerwy a ja myślę, że z nią to wszystko jest w porządku ;)
Nawet dziadek się zaangażował w ciąże bo powiedział, że może mnie zawieść do lekarza, żeby Tato nie brał dnia wolnego w tym celu… Tacie się trochę przykro zrobiło bo on naprawdę lubi jeździć i wszystko wiedzieć o mnie i o Mamie… ale może lepiej żeby brał wolne jak już się urodzę żeby fizycznie spędzać ze mną czas 

A to moje mieszkanie ;) (pierwszy raz bez koszulki)







Jak pewnie zauważyliscie moje mieszkanie nie tylko jest niezłe w środku ale również z zewnątrz ma elewację kolorową ;) obrazki przedstawiają Mamę i Tatę i są tam na stałe… plecy są dla dzieci ;) więc ja będę miał szczęście być pierwszym z dzieci które się pojawią w Mamie z Mamą oraz na Mamie 
 
 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Lilypie