czwartek, 03 września 2009
Mały gagatek i „LOVE SMILE”
Jestem małym gagatkiem i choć moje słowa są jeszcze ciężko rozpoznawalne to dźwięki są zdecydowanie powtarzalne i dają się rozpoznać i tak na przykład kiedy mówię: „mału mału” to dostaję mleko, kiedy mówię „yyyyyeyyyeyeyyyee” to znaczy, że mam pełno w pieluszce. Najbardziej jednak lubię mówić to co słyszę najczęściej czyli „ aaaajjjjj łowww uuuu” czyli I love You (kocham Cię) do moich rodziców, oczywiście wtedy mam na myśli dokładnie to co mówię a nie nic innego.

Mówię wam to strasznie fajne, że za każdy razem kiedy to do nich mówię tak znienacka oni zawsze się uśmiechają i odpowiadają to samo… rewelacja mówię wam, wtedy i ja jakoś zupełnie nieplanowanie się uśmiecham i tak sobie z tymi rodzicami trwamy w naszym „love uśmiechu”. Myślę, że każdy powinien spróbować, najlepiej teraz kiedy czytasz tego posta, uśmiechnij się do kogoś i zobaczysz, że ten ktoś uśmiechnie się do Ciebie!!! No chyba, że uśmiechasz się do swojego kota, wówczas nie spodziewaj się entuzjazmu, Twój kot po prostu wie co planujesz i tylko dlatego on nie uśmiechnie się do Ciebie bo uważa, że jesteś walnięty ponieważ wykonujesz polecenia dwu miesięcznego dziecka… ale cóż kot zawsze kotem pozostanie.

Swoja drogą pewnie zastanawiacie się skąd to wiem… to o kotach. Otóż od dwóch dni mam kota, znaczy się kot jest Mamy ale że Ja niejako też jestem teraz Mamy to sobie z kotem często razem przebywamy. Kot jest dziewczynką czyli jest kotką, niby proste ale nie zupełnie. Kotka przywieziona została z domu wujka Stiva który to robi tacie tatuaże, wujek Stive z Ciocią Kate mieszkają w domku na kurzej łapce i mają około 20 czarnych kotów żyjących na ich posiadłości tak po prostu, lubią ten dom na końcu długiej niezaludnionej drogi, lubią może jego charakter i ustronność. W środku domu czarownicy mieszkają dwie kotki czarno białe i jedna z nich właśnie miała dzieci i nasza Lucy jest jednym z tych dzieci. Podejrzewam, że Lucy też jest czarodziejskim kotem i będzie pomagać mojej mamie w czarach. Podejrzewam również, że moja mama czasem mnie czaruje na przykład, żebym spał a ona miała czas na pisanie bloga – wkłada mnie na huśtawkę, mówi czary mary i ja już śpię jak niedźwiedź na zimę na huśtawce w przód i w tył i w przód i w tył i www ppprzódd….ehhh

...No i zasnął nam Ethan...

Nie wiem co o wam powypisywał dziś ale po prostu opublikuję i zobaczymy ;) ach ten Ethan zawsze kiedy biorę prysznic siada do komputera i nie można odgonić, ale spokojnie ja mam na to sposoby. Bo podejrzewam, że nie każda Mama chce mieć dziecko obudzone cały dzień i kiedy może kładzie je do snu kiedy potrzeba ;) drzemki których on przecież potrzebuje mogą być przedłużone do dwóch godzin poprzez huśtanie, włączanie białego dźwięku monotonnego który stymuluje sen czy włączanie ulubionej wieczornej pozytywki „konia który jest żyrafą” w ciągu dnia w celu uśpienia dziecka… a w tym czasie… w tym czasie można robić co się chce… na przykład spaaać…

...No i zasnęła…

To ja Lucy, nie wiedzieliście, że umiem używać komputera? Umiem otóż moi drodzy i będę wam to czasem udowadniać na blogu LUCY

A teraz idę zrobić sobie drzemkę bo cicho w domu jakoś się zrobiło…

...mrrrrr mrrrrrrr rrrrrrrrr...

środa, 26 sierpnia 2009
Tańczący z wiatrakami boogie man i E.T.
Muszę wam powiedzieć, że jako mały chłopiec mam sporo znajomych. Wiem, że to może zaskakujące, że w tak młodym wieku nawiązuję przyjacielskie relację no ale kiedyś trzeba zacząć. Mam kilku przyjaciół takich jak Mama, Tata, dziadkowie i wujostwo. Mam jednak troje niezwykłych przyjaciół którzy może nie wyglądają jak każdy człowiek ale są dla mnie równie ważni. Pierwsza para to Tiger i Oli – czyli psy babci i dziadka. Są małe i kudłate, obydwaj się o mnie troszczą i martwią się kiedy płaczę. Tiger lubi zabierać mojego aligatora przytulankę bo bardzo mi się podoba. Oli z początku nie lubił mnie za bardzo, chyba się bał, że zabiorę uwagę Babci od niego, ale tak się na szczęście nie stało i pieski są dla Babci ważne wciąż.. no ja czasem jestem ważniejszy ale to dlatego, że jestem bardziej bezradny niż chłopaki.

Mój kolejny przyjaciel jest dość niezwykły, rusza się monotonnie, jest raczej małomówny ale bardzo przyjazny przynajmniej w stosunku do mnie, bo Mama na przykład się go nieco boi szczególnie kiedy podnosi ręce… bo mowa tutaj moi drodzy o moim przyjacielu wiatraku na suficie. Zawsze kiedy na niego patrzę to się śmieję i aż skaczę z radości. Wiatrak czasem się przemieszcza do innych pokoi i czasem nawet zmienia kolor (podejrzewam, że może ich być po prostu więcej) ale, że nie znam imienia pierwszego to tym bardziej nie wiem jeszcze czy te kolejne wcielenia to ten sam czy inny pan wiatrak… w każdym razie bardzo je lubie bo się ruszają i dają mi wiaterek a to przy tych upałach które mamy jest niezbędne.

Dziś mój trzeci dzień tylko z Mamą w domu i muszę wam powiedzieć, że nie jest tak źle jak podejrzewałem… oczywiście, że podejrzewałam najgorsze – znacie moją Mamę, jest kochana ale super roztrzepana jak jajecznica na śniadanie. Ale spokojnie, dostaje moje racje jedzenia, drzemię kiedy potrzebuję, mam swój osobisty czas na trening umysłowy (kolejne słowa pojawiają się w moim słowniku niedługo nowy filmik) trening mojego kręgosłupa i mięśni szyi na macie… czyli generalnie spędzamy czas całkiem nieźle.

Wczoraj jak Tata wrócił z pracy to się bawiliśmy trochę razem, mam jednak wrażenie, że wieczorami wszyscy się o mnie kłócą bo wtedy z pracy wraca Babcia i Dziadek też i to z nimi się na ogół bawiłem wieczorami a teraz bawię się bardziej z Tatą. Dziadek ma przewagę nad wszystkimi bo wraca nieco wcześniej bo około 15-16 więc pomaga Mamie i zabiera mnie na górę i bawi się ze mną. Dziadek nazywa mnie „Boogie” i wczoraj po raz pierwszy zmienił mi pieluchę! To dopiero było doświadczenie…
Wczoraj też jadłem pizze pierwszy raz, no nie zupełnie jadłem ale spróbowałem jej smak i bardzo mi odpowiadał – Tata się ucieszył, Mama od razu powiedziała, że nie mam co marzyć o takiej przekąsce. A potem wszyscy się śmieli, że jestem dziwnym dzieckiem i mam dziwne przezwiska bo Mama mnie nazywa E.T jak ten kosmita,
a dziadek "Boogie" jak boogie man... nie ma co będę miał ciekawe dzieciństwo…


szanowny pan E.T.


Przerażający pan Boogie Man
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
dwumiesięcznik Ethan - szczepienie
Mam już dwa miesiące, mierzę 60 cm i ważę prawie 7 kilo. Dziś miałem zastrzyki trzy ze szczepionką w moją nogę i zniosłem je bardzo dzielnie jednym krzykiem, Mama mnie potem przytuliła i dała mleczka więc od razu poczułem się lepiej. Jestem oficjalnie zaszczepiony więc powinienem być zdrów jak ryba przez najbliższe sto lat.

Dziś wielki dzień dla wszystkich bo Tata zaczął nową pracę i dziś jest jego pierwszy dzień, zobaczymy jak mu w niej pójdzie, zdecydowanie trzymam kciuki za niego. U Mamy wiele się nie zmieniło poza tym, że teraz będziemy spędzać razem więcej czasu w ciągu dnia.
Z moich osiągnięć jako dwumiesięcznik to umiem właściwie już wszystko co powinienem i więcej. Na przykład dziś rano powiedziałem już bardzo wyraźnie hello jak tylko zobaczyłem z rana Mamę, byłem już obudzony sporo czasu ale leżałem sobie w łóżeczku patrząc na moje kółka nad łóżkiem i dałem Mamie czas na prysznic.

Ciekawe jak sobie ona poradzi ze mną, dbaniem o dom, gotowaniem i tym wszystkim w czym pomagał jej Tato przez ostatnie dwa miesiące i wcześniej… zobaczymy, prosimy o trzymanie kciukasów za naszą całą trójkę!



a ja teraz nafaszerowany lekiem przeciwbólowym wracam do spania moi drodzy ;)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
Lilypie